— Jesteś bardzo rozumna i bardzo dla mnie dobra — przytulił ją.
— Idź już do pracy — odpowiedziała, całując go w czoło. — Kwadrans po dziesiątej.
— Już tak późno? — zerwał się. — Mam istotnie pilne rzeczy... Ale... W ciągu dwóch godzin załatwię to. Przyjdź do mnie... musimy się pożegnać...
Zaśmiała się, jakby z przymusem:
— O, nie. Musisz wypocząć, następną noc spędzisz w wagonie, a w wagonie źle sypiasz. Zresztą wczoraj wróciłeś do domu po trzeciej, a wstałeś o siódmej. Trzeba się wyspać.
— Przyjdź...
— Nie, nie. Dobranoc.
Wycałował ją serdecznie i poszedł do siebie. Przebierając się w pidżamę i przygotowując maszynę drukarską, rozmyślał przez pewien czas nad swoim stosunkiem do Krystyny, wkrótce jednak pochłonęła go praca.
Było już po północy, gdy wykąpał się i położył do łóżka. Bardzo był zmęczony. Jeszcze przez chwilę siłą inercji202 mózg roił się od myśli, lecz te zaczynały się gmatwać, jałowieć, wiotczeć. Ogarniał go spokój, cisza, zapadał głęboko w sen.
Przed samym uśnięciem usłyszał lekki stuk klamki i ciche kroki na dywanie. Półprzytomnie zdawał sobie sprawę z tego, że to ona przyszła... Więc jednak przyszła... Kocha go bardzo... jest tutaj, pochyla się nad nim... Trzeba otworzyć oczy, trzeba jej chociaż podziękować za jej dobroć...