— Tym lepiej, że trudno — odpowiedziała z bladym uśmiechem. — Zawsze cię pociągały rzeczy trudne. Pewno jesteś głodny.
Istotnie głodny był jak wilk.
— Jeżeli zechcesz dać mi coś do zjedzenia, będę ci wdzięczny. Tak się zdarzyło, że od przedwczorajszej kolacji nic nie miałem w ustach.
— Jakże tak można! — powiedziała z wyrzutem.
— Ale ja wstanę — podniósł się.
— Nie wstawaj. Przyniosę ci wszystko tu.
— Krzysiu — zażartował — podźwigniesz się, jeżeli chcesz zaspokoić mój głód. Nie, chodźmy do jadalni. I tak wszyscy śpią, nikt nam nie będzie przeszkadzać.
Jadł z wilczym apetytem, pochłaniając istotnie niebywałe ilości.
— Jesteś bardzo mizerny — mówiła Krystyna.
— Możliwe.