— Chcesz zapytać, czy dam się złamać, czy opuszczę ręce?
W jego pytaniu była gniewna niechęć.
— Nie, Pawle, chciałam tylko wiedzieć, czy już wszystko stracone?
Podparł się na łokciu i powiedział dobitnie:
— Tak źle nie jest. Stracony tylko rozpęd, inercja, no i prawie wszystkie kapitały, ale pozostało najważniejsze: wola dalszej walki i pewność zwycięstwa.
Zerwał się i zaczął chodzić po pokoju. Starał się stąpać najciężej, by na grubym dywanie przecież dosłyszeć własne kroki:
— Tak, tak, tak — powtarzał — pewność zwycięstwa, pewność zwycięstwa... Nie pozostanę bezsilny, zdeptany przez tłum uciekających tchórzów, nie, po stokroć nie...
Zatrzymał się przed nią i zaciskając pięści, zasyczał:
— Jeszcze żyję, jeszcze żyję, jeszcze to bydło przekona się, że Paweł Dalcz nie da się stratować!
— Rozumiem cię, Pawle — błagalnie chwyciła go za ręce — rozumiem, ale nie męcz się tak, nie przepalaj. Uspokój się teraz i siądź przy mnie. Ja cię bez słów zrozumiem...