— Piękny mamy dziś dzień, panowie.
W kantorze zastał inżyniera Ottmana. Chemik w starym i źle skrojonym fraku wyglądał jeszcze bardziej nieporadnie niż zwykle. Wypieki na jego twarzy zdawały się płonąć. Miał przy tym minę gniewną i zaciętą. Paweł udał, że tego nie spostrzega. Zapytał szorstko:
— Przygotował się pan?
— Tak, panie dyrektorze, ale ja tego ani wygłoszę, ani podpiszę99.
Głos jego wibrował podnieceniem. Paweł stanął tuż przed nim i wbijając wzrok w jego oczy, powiedział:
— Owszem, panie Ottman, zrobi pan i jedno, i drugie.
— Nie zrobię. Popełniłbym świadome kłamstwo. Ja nie jestem oszustem... To byłaby nieuczciwość. Niech pan znajdzie sobie kogo innego. Ja tego nie zrobię...
Paweł zaśmiał się:
— Nie bądź pan głupcem, panie Ottman.
— Wolę być głupcem, wolę być głupcem, stokroć bardziej głupcem niż oszustem. — Ręce Ottmana drżały, gdy wydobywał z kieszeni plik kartek, pokrytych maszynowym pismem. — Proszę, oddaję panu to, nie chcę tego dotykać. Zapewne znajdzie pan niejednego, który zgodzi się zastąpić mnie...