Płyta się skończyła i gramofon sam się wyłączył. Paweł usiadł na szerokiej tachcie152 i posadził ją przy sobie.

— Ależ pan doskonale tańczy — powiedziała, przecierając skronie, w których huczało.

— Jestem pojętnym uczniem?

— Już pewno bardzo późno — zerwała się.

Przytrzymał ją i posadził sobie na kolanach:

— Chodź tu. Jesteś diabelnie apetyczna... Taka świeżość bije od ciebie...

Nie broniła się.

— Dlaczego chciałaś wyjść? — mówił zdyszany. — Przecie nie będziesz mi kłamała, że mnie nie pragniesz... że nie chcesz być moją...

Nagle wstał, podniósł ją na rękach wysoko i zaniósł do sypialni. Było tu prawie ciemno. Tylko przy wielkim łóżku paliła się nikła różowa lampka.

Nie umiała, nie miała odwagi oponować. Nie widziała go, czuła tylko na sobie jego bezlitosny wzrok, męczące, uparte patrzenie szarych, zimnych oczu. W pokoju było bardzo ciepło, lecz pomimo to trzęsła się jak w febrze, a jej skóra ściągnęła się i stała się chropowata.