Nic nie odpowiedziała.

— No, chyba nie potrzebujesz robić przede mną tajemnic — powiedział nie bez irytacji.

— Owszem — szepnęła.

— Co? — zdziwił się. — Dlaczego robisz z tego tajemnicę?

— Ja mówię, że owszem, że całowaliśmy się...

— I więcej nic?... Nie myślałem, że z niego taki fajtłapa... Jak to, i nigdy nie zabierał się do ciebie?

— Pan tak mówi... ja się wstydzę...

Roześmiał się, zgasił papierosa, położył się obok niej i odwrócił ją bez ceremonii twarzą do siebie.

— Nie ma czego się wstydzić, moja śliczna panienko — uśmiechnął się do niej. — Chyba jesteśmy przyjaciółmi, prawda?

Jego szare oczy uśmiechały się również dobrotliwie, po ojcowsku. Rozchylona pidżama odsłaniała szeroką pierś, z lekka przycienioną włosami. Wydał się Marychnie bliskim i serdecznym.