— Co mu jest? — zapytał Krzysztof.
Marychna miała wielką ochotę podzielić się swymi przypuszczeniami, lecz w samą porę ugryzła się w język. Od razu wsypałaby się na całego!
Zresztą Krzysztof widocznie nie oczekiwał odpowiedzi, gdyż zaczął mówić o swojej chorobie, o wysokiej gorączce i o przestrogach lekarza przed ponownym zaziębieniem, które mogłoby grozić poważniejszymi komplikacjami.
— Wiem, wiem — z współczuciem kiwnęła głową Marychna — to było bardzo niebezpieczne. Skoro aż z Wiednia sprowadzali lekarza...
— Skąd o tym wiesz? — zapytał przyciszonym głosem.
— Mówili tu, nie rozumiem, czy to jaka tajemnica?
— Ależ bynajmniej. Nie lubię tylko, gdy zbytnio zajmują się moją osobą.
— Przepraszam — odwróciła się urażona.
— Ależ, Marychno, to nie dotyczy ciebie!
Czuła, że Krzysztof nie mówi tego szczerze. Zawsze robi przed nią jakieś niedorzeczne tajemnice... Doprawdy miała tego więcej, niż mogła znieść. Tak samo kiedyś wyrwał jej z rąk marynarkę, gdy przeczytała na wieszaku firmę wiedeńskiego krawca. To nawet bardzo niepatriotycznie, że nie popiera produkcji krajowej, a daje zarabiać obcym.