— Rozumiem — szepnęła Marychna.

— Kurt był trzeźwym chłopcem i doszedł do przekonania, że Emma nie może go więcej kochać, że on powinien usunąć się z jej drogi, że on jest dla niej ciężarem, że Emma go znienawidzi, że ma do niego wstręt...

— Ale ona chyba nie była taka podła! — wybuchnęła Marychna.

Krzysztof zbladł i zapytał drżącym głosem:

— Myślisz, że powinna go była nadal kochać?

— Ależ naturalnie!

— I że mogła go kochać?

— Dlaczegóż by nie? Naturalnie! Czyż miłość polega tylko na tych rzeczach? Byłaby bezwstydna, nędzna, podła... Czy... czy ona?

Krzysztof odwrócił głowę i powiedział cicho:

— Ona tak samo myślała jak ty, Marychno... Ale on nie umiał w to uwierzyć i popełnił samobójstwo.