Wańka, nie śpiesząc się, naciągnął połatany kożuch, nasunął na oczy czapkę i wyszedł.
— Złotówka się należy — chrząknął Marciejonek.
— Jaka złotówka? — przeciągnął się Paweł Dalcz.
— Za telegram.
— Będę ci winien.
— Niech pan da, ja jestem biedny człowiek. Taka zawieja, błądziłem...
— Dałbym ci, ale nie mam — zastanowił się. — Zresztą czekaj, przyda ci się to?
Zdjął ze ściany skórzaną torbę myśliwską i podał staremu.
— Pewno, że się przyda, dziękuję panu.
— O, jaki mądry! — zerwała się młodsza z dziewcząt. — Oddaj to! To warte z dziesięć złotych. Paweł, nie dawaj tego jemu!