— Ja — przełknął ślinę Jachimowski — niestety nie będę miał dwudziestu.
— Więc ile?
— Dziesięć, niech będzie dwanaście. Widzisz, nie chciałbym niczego sprzedawać.
— Oczywiście — oburzył się Paweł. — Zresztą skoro nie możemy zebrać sześćdziesięciu, musimy kupić za tyle, ile mamy.
Uśmiechnął się poważnie, a Jachimowski wyładował się długim urywanym chichotem, przy czym kręcił się na krześle i zacierał ręce.
Przed pożegnaniem Paweł z naciskiem podkreślił konieczność zachowania najściślejszego milczenia o całej transakcji.
— To zrozumiałe — zapewnił Jachimowski, nakładając futro — i wiesz, Pawle, mam jakieś przeczucie, że się nam wszystko uda!
— Musi się udać.
Zamknął za nim drzwi, zaśmiał się krótko i powiedział:
— Bałwan.