— Nie. Nie umie.
— Jakże wiele traci — westchnął — pani tańczy jak Sylfida142, jak Petrarka143...
— Czy rzeczywiście znajduje pan?
— O, tak. Ma pani w tańcu taką finezję, licencję144, powiedziałbym nawet fantasmagorię145. Pani jest stworzona na Melpomenę146!
Pochlebiło jej to bardzo. Bądź co bądź opinia zawodowca coś znaczy.
— Na kogo jestem stworzona? — zapytała życzliwie.
— Na Melpomenę. To była taka bogini tańca, wina i miłości, ale przeważająco tańca. Pani będzie łaskawa w lewo... o tak... Dlaczego pani tu nie bywa?... Pani nie może pojąć tęsknoty takiego tancerza, jak ja, do takiej partnerki, jak pani...
— Skończyli grać — zatrzymała się z żalem.
— O, dla nas muszą powtórzyć. Takiego szczęścia nie wyrzeknę się łatwo.
Publiczność poklaskała ospale dla dopełnienia formalności i orkiestra zaczęła grać znowu.