Paweł zdjął z niej palto i puścił gramofon. Był ten sam, co i przed chwilą w aucie, a jednak zdawał się być zupełnie kimś innym, przy kim ona nic nie znaczyła, przy kim nikła.
— No, mój uroczy gościu, nad czym tak myślisz?
— Tak... nic...
— Przystępujemy do edukacji niedźwiedzia w tańcu. Czy może niedźwiedź służyć?...
Uśmiechnęła się nieszczerze:
— Ja już pójdę, panie dyrektorze...
— Jak mnie pani nazywa! — oburzył się.
— Przepraszam, ale tak mi się kręci w głowie... ja już...
— Nie żartujmy. Lekcji nie daruję. Służę.
Pociągnął ją, otoczył mocno ramieniem i zaczęli tańczyć.