— Ale w takim razie — podniosła buntowniczo głowę — to i pan musi ode mnie przyjąć prezent.

— Z rozkoszą — zaśmiał się.

— Mnie nie stać na taki cenny...

— Moja droga — przerwał — cenność każdej rzeczy, jej wartość nigdy nie jest ważna. Ważne jest tylko to, jaką wartość my jej przypisujemy. Spójrz na ten pierścionek. Jego wartość jest zależna tylko od tego, na czyim jest palcu. Na moim jest dla ciebie wspaniałym brylantem, lecz gdybyś zobaczyła go na ręku stróża, wiedziałabyś, że to nędzna imitacja. Prawda?... Więc widzisz, na świecie nie ma wartości bezwzględnych...

Zmarszczył brwi i patrząc gdzieś w kąt pokoju dodał:

— Kto tego nie wie, ten nie może podbić świata, choćby się na głowie postawił... No, ale to ciebie nie obchodzi... O czym mówiliśmy?... Aha! Więc choćbym ci ofiarował pałac, a ty mnie, przypuśćmy, krawat, mogę pozostać twoim dłużnikiem... A propos155, jeżeli to ma być krawat, niech będzie szary i w paski. Dobrze?

Śmieli się156 oboje, gdy on spojrzał na zegarek:

— No, nie wyśpisz się dziś — skonstatował157. — Daruj, że cię nie odprowadzę, ale mam jeszcze dużo roboty. Tuż za rogiem znajdziesz taksówki. Masz drobne?

— Mam — powiedziała i przypomniała sobie, że ma w torebce zaledwie półtora złotego, ale to nic, bo pójdzie i tak pieszo.

On jednak widocznie nie należał do łatwowiernych. Pomimo oporu Marychny sprawdził zawartość torebki.