— Dlaczego tak mnie witasz, Marychno? — zapytał cicho.
— Ja... ja nie wiem... panie dyrektorze... — spuściła oczy.
— Marychno?...
— Nie wiem... Może pan tego sobie życzy... nie odezwałeś się do mnie ani jednym słówkiem... przez tyle czasu...
— Przecież wiesz, że byłem chory!
— No tak, ja rozumiem, ale można było napisać, czy ja wiem... zatelefonować...
Wziął jej rękę, pogłaskał i pocałował:
— Nie mogłem. Zrozum to sama. Telefonu nie miałem przy łóżku, a list musiałbym wysłać przez służbę. Nie chciałem, by ktokolwiek wiedział...
Ponieważ nie oddała mu uścisku ręki, zmarszczył brwi i odszedł do swego biurka.
— Myślę raczej — odezwał się po chwili — że to ty zmieniłaś się dla mnie...