— Ależ za co?
— Ja sama nie wiem... tak ot...
Chcąc do reszty rozwiać podejrzenia Krzysztofa, uśmiechnęła się doń i złożyła usta w dzióbek gotowy do pocałunku.
To przypieczętowało zgodę. Kwestia futra nie wywołała żadnych wątpliwości Krzysztofa. Bez zastrzeżeń zauważył, że zostało kupione na raty. Przed samą trzecią przyszedł szofer Pawła i zameldował, że z polecenia swego pana przyprowadził wóz do dyspozycji pana dyrektora Krzysztofa.
— Dziękuję — skinął mu głową Krzysztof — możecie zostawić wóz. Sam będę prowadził.
Gdy szofer wyszedł, Marychna zaryzykowała zauważyć:
— Jak to uprzejmie ze strony twego stryjecznego brata. Prawda?
Krzysztof poczerwieniał, a w jego oczach zaiskrzyła się złość:
— Nie widzę w tym żadnej uprzejmości. Samochód nie jest jego własnością.
— Ja nic nie powiedziałam — broniła się Marychna.