— Co się tak przejmujesz, Marychno? — wzruszyła ramionami panna Wreczkowska i wydęła przywiędłe policzki. — Myślisz, że on się z tobą zaraz ożeni? Czy może pośle cię do fotografii?
— Myśli, że Pana Boga za nogi złapała — dorzuciła inna.
— W ogóle ja słyszałam, że on jest już zaręczony i zostawił swoją narzeczoną za granicą. Podobno co drugi dzień do niej listy pisuje.
— No — zjadliwie nadmieniła panna Klimaszewska — teraz Marychna będzie mu listy wystukiwać na maszynie.
— Gadajcie, panie, gadajcie — zauważył sekretarz — a każda z was do nieba skakałaby, żeby była na miejscu panny Marychny.
— O, tylko nie ja.
— I nie ja.
— I nie ja.
— Mnie się on w ogóle nie podoba. Brunet i taki wyskrobek. Mężczyzna powinien mieć wzrost, bary...
— I taki zawsze poważny, jakby kij połknął.