— Powiedziałem — bezapelacyjnie przerwał Paweł i przeszedł do gabinetu.
Usiadł przy biurku i zatelefonował do Marychny. Po dłuższej dopiero chwili podeszła do aparatu. Mówiła głosem nienaturalnie przyciszonym i była zemocjonowana.
— Co ci się stało? — nie zorientował się Paweł.
— Teraz trudno mi mówić, może pan zadzwoni później...
— Aha! — domyślił się. — Twój wzdychający Romeo jest u ciebie?
— Tak.
— Trudno. Jeżeli wcześnie pozbędziesz się go, to przyjedź do mnie.
— O, ja chciałabym, ale nie wiem...
— Więc czekam.
Zaśmiał się do siebie. Ani przez moment nie miał wątpliwości, że w Krzysztofie nie ma niebezpiecznego rywala. W ogóle mężczyźni tego typu nie cieszą się powodzeniem u kobiet, a ten ze swoim platonizmem, z wierszami, a zapewne i z westchnieniami spóźnił się o ładne sto lat. Oczywiście Paweł mógłby bez szczególniejszych wysiłków odsunąć Marychnę od Krzysztofa i niepodzielnie zająć jego miejsce, gdyby mu na tym chociaż odrobinę zależało. Dotychczas jednak ani razu w życiu nie pałał żądzą wyłączności w posiadaniu kobiet, a tutaj chodziło mu głównie o źródło wiadomości o Krzysztofie.