— Ho, ho...
Była bardzo rozbawiona. Poprawiając włosy przed lustrem, trzepała wiadomości jedną za drugą, przeplatając to wszystko wykrzyknikami, wreszcie uplasowała się na kolanach Pawła, opowiadała, jak pojadą, co zobaczą, i że w ogóle jest szczęśliwa.
— To ładnie — zrobił smutną minę Paweł. — Jesteś szczęśliwa, że mnie tu zostawiasz, że jedziesz zdradzić mnie z innym. Nie spodziewałem się tego po tobie.
Ciekaw był, jak na to zareaguje. Odezwanie się jego widocznie bardzo wzięła do serca. Siedziała nieruchomo i wpatrując się w podłogę milczała.
— Widzisz — dodał — jak mnie krzywdzisz.
— Kiedy... kiedy to ja właściwie nie ciebie zdradzam z nim, tylko jego z tobą — odezwała się nieśmiało, jednak tonem, który świadczył o przykrości, jaką jej sprawia wyjaśnienie rzeczy tak prostej, a tak dla niego przykrej, prawdopodobnie przykrej...
Paweł był szczerze tym ubawiony.
— W każdym razie cieszysz się, że jedziesz.
— Ależ nie — zmartwiła się — ja nie cieszę się, że jadę i że nie będę widziała ciebie, tylko cieszę się, że będę za granicą. Ja wcale nie chciałabym, gdyby... Zresztą... jeżeli nie chcesz, to nie pojadę... Ale sam mówiłeś...
Dostrzegła wreszcie jego półuśmiech i obraziła się: