Krzysztof zatrzymał na nim przenikliwe spojrzenie:
— To prawda. Nie wiedziałeś nawet, że jadę do Szwajcarii, i... ciekaw jestem, skąd się o tym dowiedziałeś?
Paweł zwymyślał siebie w duchu, że był tak niezręczny, lecz nie dał po sobie tego poznać. Udał zdziwienie:
— Skąd?... No, Holder mi mówił.
— Holder? On też nie mógł wiedzieć.
Nie było innego wyjścia. Dla osłonięcia Marychny należało właśnie ją narazić:
— Jednak wiedział. Mówił mi nawet, że słyszał to od jednej z maszynistek, jakiejś Jaroszówny czy Jarszówny. Czułem się nawet tym dotknięty. Zwierzasz się ze swych planów byle urzędniczce, a mnie o tym nie mówisz, chociaż bądź co bądź naczelnego dyrektora może obchodzić adres, pod którym w razie jakiegoś wypadku da się odnaleźć dyrektor techniczny.
Zaśmiał się, jakby dla zbagatelizowania całej sprawy, i dodał:
— Stawiam kwestię w taki sposób, gdyż robisz wiele, bym nie pamiętał, że jesteśmy bardzo bliskimi krewnymi.
Samochód zajeżdżał właśnie przed stopnie dworca. Krzysztof odwrócił głowę i powiedział cicho: