— Słucham, panie dyrektorze.

W niespełna godzinę sekretarz zameldował inżyniera Karliczka. Wbrew swemu nazwisku był to tęgi, wysoki mężczyzna, o rudawym zaroście i o ciężkich niedźwiedziowatych ruchach.

Paweł wskazał mu krzesło przed biurkiem.

— Mało się znamy — zaczął — ale sądzę, że mogę mieć do pana zaufanie.

— Tak jest — bąknął Karliczek i zmarszczył czoło.

— Od jak dawna jest pan zastępcą dyrektora handlowego?

— Chyba od ośmiu lat, panie dyrektorze.

Paweł udał zdziwienie:

— Od ośmiu? I przez cały ten czas nie awansował pan?

Karliczek bezradnym gestem rozłożył ręce.