Jachimowski próbował wykręcić się, prosić o czas do namysłu, odwoływać się do swego zdenerwowania, lecz gdy Paweł wstał i spojrzał na zegarek, zdecydował się:
— Dobrze. Podpiszę, ale jaką mam gwarancję, że pomimo to nie zrobicie doniesienia?
— Żadnej. Masz tylko moje słowo honoru, że zrobię wszystko, by stryja ułagodzić.
— A ile trzeba dać pieniędzy? Ja teraz naprawdę jestem nędzarzem!...
— Sądzę, że wystarczy jakiś drobiazg. Dziesięć tysięcy...
— Ale złotych?
— Złotych.
— A kiedy to trzeba załatwić?
— Natychmiast. Chodźmy.
Zaprowadził go do gabinetu, wyjął arkusz papieru i wskazał Jachimowskiemu miejsce przy biurku.