Tak, to szofer, jego własny szofer, ale kto jest ta kobieta... Wahadło zatoczyło nowy oszałamiający krąg i wpadło w jakiś nieprawdopodobny wir. Głosy się zmieszały, a później znowu rozległ się warkot samochodu. Odjeżdżają. Przekonali się, że jest trupem, i zostawiają go tu. Nie może im dać niczym znaku, że słyszy ich, że myśli, że żyje... A może to właśnie jest śmierć... Motor samochodu warczy, lecz nie oddala się... Wciąż warczy bardzo blisko. Teraz zrozumiał: wiozą go, lecz dlaczego nie czuje ani bólu, ani ruchu samochodu, ani dotyku poduszek?... Zawieszony jest jakby w próżni.
Warkot ustał i znowu odezwały się głosy:
— Ostrożnie, za rogi płaszcza...
— Podtrzymać głowę!
— Nie oddycha...
I znów ten głos kobiecy, głos drżący przerażeniem:
— Wolniej, doktorze, wolniej! On musi strasznie cierpieć.
I niski baryton:
— O to może pan dyrektor nie niepokoić się. Na pewno nie czuje bólu, bo jest zupełnie nieprzytomny. Jeżeli w ogóle żyje...
— Żyje, na pewno żyje — odezwał się głos kobiecy.