— A ja myślałem, że ty mnie nienawidzisz...
— Jeżeli chcesz — szybko odpowiedział Krzysztof — możesz zapalić papierosa. Lekarz pozwolił.
— Dobrze, i zrób więcej światła. Mnie ta ciemność bardziej męczy, niż światło może mi zaszkodzić.
Krzysztof odsłonił okna w sąsiednim pokoju. Przez uchylone drzwi wpadła teraz szeroka smuga światła prawie niebieskiego. Teraz dopiero można było zauważyć, że Krzysztof bardzo zmizerniał i był niezwykle blady.
— Jak to było? — zapytał Paweł.
— Napadnięto cię na ulicy Dworskiej. Postąpiłeś bardzo lekkomyślnie...
Ponieważ odkąd było jaśniej w pokoju, Krzysztof trzymał się z daleka od łóżka, Paweł odezwał się prawie rozkapryszonym tonem:
— Usiądź tu przy mnie. Rozmowa na odległość mnie męczy.
— W ogóle nie powinieneś za dużo mówić...
— Toteż usiądź tu i opowiedz mi, jak się to stało...