Krzysztof opuścił głowę i ukrył twarz w dłoniach.
— Tak — ciągnął Paweł — to był twój głos, głos, który odkrył mi twoją tajemnicę... Jakże mogłem nie poznać cię wcześniej!... Teraz wprost wytłumaczyć tego sobie nie umiem. Trzeba było aż takiego wstrząsu, bym potrafił oddzielić twój kobiecy głos od twego wyglądu mężczyzny... A przecież powinienem był przeczuć, przecież...
W sąsiednim pokoju rozległy się czyjeś kroki. Krzysztof podniósł głowę, a Paweł urwał w pół słowa. Weszła pielęgniarka, duża tłusta kobieta, o której zaspokojonym apetycie świadczył ruch języka wewnątrz ust, powodujący mlaskanie, cmokanie i inne tego rodzaju dźwięki.
— Już samochód czeka, proszę pana — zwróciła się do Krzysztofa.
— Dziękuję pani — odpowiedział zmęczonym głosem i wstał.
— Wróci pan na opatrunek?
— Tak. Tymczasem, Pawle, mógłbyś się zdrzemnąć. Lekarz zalecił jak najwięcej snu. Zbyt długo rozmawialiśmy, to cię musiało zmęczyć.
Paweł obrzucił badawczym spojrzeniem mizerne rysy i zeszczuploną sylwetkę:
— Ty sam potrzebujesz wypoczynku — wyciągnął rękę.
Dłoń Krzysztofa była gładka i tak niewątpliwie kobieca, że jeszcze raz się zdumiał, jak mógł tak długo nie orientować się w tej tajemnicy.