— Ależ proszę cię, Nito — uśmiechnął się Krzysztof i znacząco spojrzał na Pawła.

Pokój zalało światło i Paweł, mrużąc oczy, powiedział:

— Widzisz, gdybyśmy wyglądali tak ładnie, jak ty, nie ukrywalibyśmy się w cieniu.

Nita roześmiała się swobodnie, zdjęła beret, żakiet i szal, przysunęła sobie do okna krzesło i rzuciła swobodnie:

— No, ty nie wyglądasz jeszcze zachęcająco, ale wuj Krzysztof zyskuje w pełnym świetle.

Paweł pokiwał głową:

— Powiadam ci, Krzysiu, że ta mała gotowa jest w tobie zakochać się.

— A może! — wyzywająco podniosła nosek Nita.

— Pozostaje mi żałować — z udawaną powagą powiedział Paweł — że nie mogę dyskretnie ulotnić się i zostawić was samych. Darujcie moje niedołęstwo. Ma to jednak i dobre strony. Mogę odegrać rolę starego dziadunia w charakterze przyzwoitki. No, nie róbże takiego oka, moje dziecko. Powiadam ci, że wuj Krzysztof jest bardzo niedoświadczony w tych rzeczach i zbyt agresywny atak gotów go przerazić.

— Wątpię, czy jest taki strachliwy. Straciłby wszystko w moich oczach.