Zanim opadł bezsilny na fotel, otworzyły się z impetem jednocześnie drzwi od korytarza i z sekretariatu. Do gabinetu wpadł Holder i dwaj woźni, którzy pierwszym odruchem rzucili się na Feliksiaka. Robotnik zasłonił się rękami.
— Co się stało? — przerażonym głosem zapytał Holder.
Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem:
— Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
Jeden z woźnych chwycił Feliksiaka za kołnierz i zaczął nim potrząsać z wściekłością.
— Puść mnie! — wyrwał się Feliksiak. — Czy ja co złego zrobiłem?!
— Tak, tak, puśćcie go — powiedział Krzysztof — i zabierzcie stąd. Zostawcie mnie samego.
— Może podać panu dyrektorowi szklankę wody? — zapytał Holder, gdy woźni i Feliksiak znaleźli się za drzwiami.
— Nie, dziękuję panu. — Oparł głowę na rękach i siedział nieruchomy.
— Ten Feliksiak już nieraz nachodził tu pana Pawła... Doprawdy, nie powinien pan dyrektor przejmować się... Zwłaszcza w takim dniu... Ludzie żadnego wyrozumienia nie mają...