Nie myślał teraz, że przyjazd Pawła może mu dopomóc do rozwikłania wielu trudności. Po prostu sama jego obecność sprawiała tak wielką radość, że na jakiekolwiek myśli nie było czasu, nie było miejsca. Paweł był w grubym szarym podróżnym ubraniu. Widocznie wprost z dworca przyjechał do fabryki. Nic się nie zmienił, tylko w jego uśmiechu było jakby więcej swobody i tej wiary w siebie, która zeń tak sugestywnie promieniowała.
— Jakże się miewa twoja matka? — powtórzył Paweł.
— Źle — krótko odpowiedział Krzysztof i posmutniał od razu.
— A czy z mojej kochanej rodzinki był kto na pogrzebie?
— Tak. Wszyscy. Nita nawet odwoziła mamę do domu.
— Cóż, wciąż kocha się w tobie?
Krzysztof wzruszył ramionami:
— Dobrze, że już jesteś. Niektóre rzeczy czekały na twoją decyzję. Na przykład nie wiedziałem, co zrobić z zamówieniem wielkiej tokarni dla Sosnowca...
— Będziemy mieli na to czas — przerwał Paweł. — Ale powiedz mi, moja droga, wspominał mi Holder, że miałaś jakąś przeprawę z Feliksiakiem, co to było?
Krzysztof zbladł i brwi jego ściągnęły się. Odwrócił głowę i powiedział: