Rozmyślania dyrektora Dalcza przerwało wejście sekretarza.
— Syn pana dyrektora oczekuje — powiedział. — Czy mam prosić?
— Niech wejdzie.
Po chwili na progu ukazał się Zdzisław. Na zniszczone ubranie nałożył czyjeś za długie i za wąskie palto i wyglądał niemal odrażająco.
— Usiądź — krótko powiedział ojciec.
— To jest straszne! To jest bolszewizm! Ja w tej chwili zawiadomię policję polityczną! — wybuchnął Zdzisław.
— Zamilknij — podniósł nań surowe spojrzenie ojciec. — Nie po to cię wezwałem, by wysłuchiwać twoich niedorzecznych pogróżek. Proszę mi krótko i ściśle opowiedzieć, co było przyczyną zajścia.
— A czort ich wie, to bydło! Już doprawdy nie mam nerwów do tego chamstwa...
— Zdzisławie, albo się natychmiast uspokoisz, albo wyjdziesz.
— No, poszło o tego brygadzistę Dominiaka. Wydaliłem go. Bałwan, pozwala sobie na bezczelne wyzwiska pod moim adresem i jeszcze innych podjudza. Ile razy przechodzę przez narzędziownie, zawsze jakieś...