— Nie. Pan będzie łaskaw natychmiast przekazać z rachunku Centrali w firmie Workets w Londynie dziesięć tysięcy funtów na konto Jack Isaakson Bank New Jersey. Telegraficznie. Rzecz bardzo pilna.

— Zaszła jakaś pomyłka? — zaniepokoił się Kolbuszewski.

— Drobiazg. Niech pan pośpieszy.

— Dobrze, zaraz załatwię. Czy awizować388 to kontrolerowi rządowemu?

— Nie, po co? Rzecz już awizowana. Zapis idzie do ksiąg własnych — nie bez zniecierpliwienia odpowiedział Paweł.

Kolbuszewski kiwnął głową, lecz od drzwi jeszcze raz zapytał:

— Czy nie wynikną, proszę pana, komplikacje? W bieżącym miesiącu na księgi własne przepisano już ponad dwieście tysięcy dolarów i zdaje się trzydzieści tysięcy funtów.

— Niech pan śpieszy — spokojnym głosem powtórzył Paweł i podniósł nań oczy.

Kolbuszewski bez słowa wyszedł. Paweł nacisnął dzwonek.

— Pani pisze — odezwał się do wchodzącej stenotypistki i zanim ta zdążyła usiąść, zaczął dyktować. Były to depesze do Paryża, do Londynu, do Berlina. Zawierały jakieś nieistniejące w żadnym języku słowa, a każda z nich kończyła się jednakowo: