— Sześćdziesiąt, siedemdziesiąt złotych — wzruszył ramionami.

— A kamień?

— Jaki kamień? — zdziwił się jubiler.

— No, brylant.

Twarz kupca rozciągnęła się w poprzek w pobłażliwym uśmiechu:

— Szanowny pan widać ma do czynienia z łobuzem. Niech szanowny pan tego ptaszka, co chce zwykłe szkło za brylanty sprzedawać, do komisariatu zaprowadzi.

— Więc to jest szkło? Z całą pewnością szkło?

— Głowę mogę dać za to, co tam głowę, cały swój majątek!

— Dziękuję panu. Do widzenia.

Pomimo kategorycznej oceny jubilera postanowiła wstąpić jeszcze do drugiego. Tu otrzymała potwierdzenie i w dodatku objaśnienie, że oprawa jest tylko naśladownictwem autentyku.