Wpatrywała się weń, usiłując odgadnąć, co miał w zanadrzu. Blumkiewicz rozglądał się spokojnie:
— Ładnie tu u pana, panie Krzysztofie. Pan Paweł postarał się, żeby było ładnie i wygodnie. I ciepło. Na dworze straszny mróz. A propos411, nie miał pan wiadomości od pana Pawła?
Drgnęła. W monotonnym głosie Blumkiewicza zdawała się czaić jakaś zła nowina. Wyraźnie czuła, jak krew jej uciekła z twarzy.
— Nie — odpowiedziała — nic nie pisał.
— Tak...
— Ma pan jakieś wiadomości?
Blumkiewicz uśmiechnął się niewyraźnie i przesunął ręką po łysinie, jakby ścierał z niej kurz.
— Niech pan mówi, niech pan prędzej mówi — chwyciła go kurczowo za rękę.
— Co mam mówić, przecie się jeszcze nic nie stało, nic nie wiadomo na pewno...
— Boże!... On nie żyje!