Zdawała sobie z tego sprawę i poczuła o to żal do siebie. To było takie nieszlachetne z jej strony. Przeciwnie, powinna zrobić wszystko, by mu okazać teraz właśnie najwięcej serdeczności, by mu pozwolić zapomnieć o przegranej. Należało przytulić się doń, lecz teraz było to zbyt trudne.
Tam, w przedpokoju, nie paliło się światło, no i nie zastanawiała się nad tym, co robi...
— Tak się cieszę — powiedziała — że nareszcie wróciłeś...
— Powiedzże mi teraz, dlaczego Kolbuszewski jest w rozpaczy?
— To przykre — odpowiedziała tonem prośby. — Może odłożymy to na później...
— Nie, właśnie rzeczy przykre należy łykać jak lekarstwo, jednym haustem. Więc?...
Starała się mówić jak najzwięźlej. Opowiedziała o swej bytności w Centrali Eksportowej i powtórzyła rozmowę z Kolbuszewskim. Paweł słuchał spokojnie, na jego twarzy nie drgnął ani jeden muskuł. Gdy skończyła, skrzywił się:
— Kolbuszewski to wyjątkowo zdolny człowiek, jeżeli chodzi o handel. Natomiast nie ma pojęcia o dwóch rzeczach: o utrzymaniu podwładnych w garści i o wydobywaniu pieniędzy. Nałóg starej szkoły. Każdemu z nich się zdaje, że gotówkę można otrzymać tylko wówczas, gdy się daje pełną gwarancję jej zwrotu. Zwykłe nieporozumienie. Gdy wyjeżdżałem do Ameryki i zaczynałem tę kampanię, rozporządzałem takimi kwotami, których nie mógłbym pokryć mymi aktywami nawet w dziesięciu procentach.
Opuściła głowę. Ogarnęło ją przerażenie. Przypomniały się jej słowa Kolbuszewskiego o takim krachu, jakiego jeszcze Polska nie widziała, przypomniała się hipoteka Dalczów i kwit widziany u Blumkiewicza.
— Nie każdemu dają ludzie pieniądze — bąknęła — na piękne oczy.