— To ty, Krzysiu? — odezwał się zaraz.

— Tak, zapomniałam spytać cię co do służby.

— Proszę cię, wejdź. Wprawdzie leżę już w łóżku, ale się chyba nie zgorszysz.

W pokoju panował półmrok. Świeciła się tylko ciemna ampla434 pod sufitem. Zbliżyła się do łóżka. Paweł leżał z rękami założonymi pod głowę. Na stoliku piętrzył się stos notatek i wycinków z gazet oraz gruby pęk małych kluczy.

— Nie obudziłam cię? — zapytała.

— Nie. Ale dlaczego ty nie śpisz?

— O, nie chce mi się, a poza tym przypomniałam sobie, że trzeba jakoś zrobić ze służbą. Czy ty stanowczo nie chcesz, by oni dowiedzieli się, że przyjechałeś?

— Służba jest zawsze gadatliwa, ale masz rację. Trzeba im tylko zapowiedzieć, żeby trzymali język za zębami. Gdyby się w Warszawie rozeszło o moim przyjeździe, nie miałbym chwili spokoju.

Rozejrzała się. Kapa435 z łóżka leżała zmięta na krześle, a i samo łóżko było nierówno posłane.

— Biedaku — uśmiechnęła się — musiałeś sam sobie przygotowywać pościel.