— Tak dawno nigdzie nie byliśmy razem. Trochę się rozerwiesz.

— Nie — odmówiła stanowczo. — Sam wspominałeś przy kolacji, że masz moc pracy.

— Załatwię to później — powiedział bez przekonania.

— Nie, Pawle, nie chcę w najmniejszym stopniu być ci zawadą. Przepraszam cię też za moje impulsywne odezwanie się o twoim wyjeździe. Gdybym zastanowiła się nad tym, na pewno przyznałabym ci od razu słuszność.

— Jesteś bardzo rozumna i bardzo dla mnie dobra — przytulił ją.

— Idź już do pracy — odpowiedziała, całując go w czoło. — Kwadrans po dziesiątej.

— Już tak późno? — zerwał się. — Mam istotnie pilne rzeczy... Ale... W ciągu dwóch godzin załatwię to. Przyjdź do mnie... musimy się pożegnać...

Zaśmiała się, jakby z przymusem:

— O, nie. Musisz wypocząć, następną noc spędzisz w wagonie, a w wagonie źle sypiasz. Zresztą wczoraj wróciłeś do domu po trzeciej, a wstałeś o siódmej. Trzeba się wyspać.

— Przyjdź...