A ona?... Podniósł głowę i spojrzał w jej oczy.
— Ty... moja... — powiedział i uczuł w gardle skurcz, jakiego nie znał dotychczas.
Z wielkich czarnych oczu padały nań łzy. Nie pojmował, co się z nim dzieje. Skądś, z głębi piersi rozpływał się po całym ciele drżący prąd krwi jakby innej, jakby gorętszej, jakby pijanej... Mózg zdawał się mroczyć, a w ustach przejmował smak cierpkiej, nieznanej słodyczy.
Nie wiedział, co się z nim dzieje. Nigdy nie podlegał takim uczuciom, nigdy nie popadał w tak dziwny stan obezwładnienia.
Na czoło, na policzki padały duże ciepłe łzy. Bał się poruszyć, jakby się bał utracić bodaj jedną z tych kropel, które padały z jej otwartych szeroko oczu.
„To jest słabość, to jest upadek sił” — nawijały się z trudem myśli. „To jest mój wróg...”
Jednak nie umiał wyzwolić się spod uroku tej ciszy.
— Pawle — bezgłośnie poruszały się jej wargi — kochasz mnie, Pawle... Powiedz, że mnie kochasz...
Z wolna, z jakąś skupioną powagą objął ją ramieniem i ściska coraz mocniej, coraz mocniej, aż do bólu...
— Kocham, kocham cię, jedyna... Ty jesteś moja...