— Co pan przez to chce powiedzieć? — ostrożnie zapytał Blumkiewicz.
— To, panie Blumkiewicz, że mój ojciec popełnił pewien... błąd.
— Jak to błąd?
— Omyłkę rachunkową...
— Jaką omyłkę?
— Taką sobie... Na dwieście tysięcy dolarów.
Blumkiewicz otworzył usta, lecz nic nie powiedział. Paweł, nie śpiesząc się, wstał, otworzył ogniotrwałą szafę i wyjął teczkę. Przejrzał ją i mruknął:
— Nie, nie ta.
— Każdemu wolno we własnych rachunkach zrobić pomyłkę — zahaczająco odezwał się Blumkiewicz.
— Cała bieda w tym, że nie we własnych, a w fabrycznych — z naciskiem podkreślił Paweł i obejrzawszy jeszcze kilka teczek, dodał jakby do siebie: — Gdzież u licha jest ta sprawa?... Przecie ojciec wyraźnie mi pisał, że znajduje się w kasie ogniotrwałej w gabinecie... Aha! Jest...