Szła obok niego szybko. Uparł się ją odprowadzić, narażając przez to na niebezpieczeństwo spotkania z kimś z Towarzystwa Asekuracyjnego. W pierwszej chwili chciała wziąć taksówkę, lecz perspektywa znalezienia się w niej sam na sam z Murkiem była najgorsza. Napewno próbowałby ją pocałować, a doprawdy tegoby już nie zniosła.

Żegnając się z nim w bramie, obiecywała sobie, że nie prędko da się namówić do nowego spotkania. Zresztą już teraz zapowiedziała:

— Jako agentka ubezpieczeniowa, bo zmieniłam miejsce w biurze na agenturę, jestem okropnie zajęta. Czasami przez cały dzień, a później tak zmęczona, że niczego mi się nie chce.

— Jakto agentka? — szeroko otworzył oczy. — Przecież nie chodzi pani po mieszkaniach?...

— Dlaczego? — wzruszyła ramionami. — A cóż w tem złego?

— Przecie to... to nie wypada!

— Co?

— No, żeby młoda panna... takie rzeczy!... Pani przecie musi bywać u różnych... Nawet u mężczyzn...

Skrzywiła się niecierpliwie:

— Boi się pan, by mnie kto nie uwiódł?...