— Pani miała dziś jakieś zmartwienie, panno Niro?

— Ja? — zdziwiła się i niespodziewanie roześmiała się wesoło i szczerze — ależ wprost przeciwnie!

Dziwnie onieśmielił go ten wybuch wesołości.

— Nie rozumiem — zająknął się — bardzo się cieszę, ale myślałem... Pani źle wygląda...

— Ach, rzeczywiście — spojrzała w lustro — przepraszam, panie Franku... Tak, tak, bolała mnie głowa. A... a cóż pan?... Dużo było dziś roboty z tym kontrolerem?

— Nareszcie skończyła się — zatarł ręce. — Gąsowski wyjechał.

— Samochodem? — zainteresowała się.

— Jakim samochodem?... Cóż znowu, koleją. Przypuszczam, że koleją, bo i przyjechał...

— Nie wiem, ktoś mi wspominał, że miał go zabrać pan Junoszyc swoim Mercedesem.

— Skądże... Wątpię...