— Więc życie w małem miasteczku z oficerskiej pensyjki? — zapytała pani Bożyńska. — Nie, mój drogi! Sam nie zdajesz sobie sprawy z sensu swojej rodzinnej... filantropji.

— Owszem. Wiem, co proponuję.

— Ale nie wiesz, że to do reszty zwiąże tobie życie.

— Godzę się z tem.

— Ale ja się nie godzę. Ani twoje siostry.

— To już wasza rzecz — zniecierpliwił się. — W każdym razie nie cofam tego, co powiedziałem.

Pani Bożyńska westchnęła:

— Cenię twój charakter.

Mika wstała i serdecznie ucałowała brata:

— Dziękuję ci, Wojtku. Rzeczywiście, powinieneś wziąć do siebie mamę. Ja sobie dam radę. Będę pracować.