— Nie.

Dygnitarz spojrzał na Murka z nieukrywanem zdumieniem:

— Zatem w życiu publicznem, w społecznem nie bierze pan żadnego udziału?

Murek rozłożył ręce:

— Panie prezesie, od bardzo dawna jestem bez pracy. Z największym wysiłkiem zarobkuję doraźnie, by nie umrzeć z głodu.

Prezes niecierpliwie poprawił krawat:

— No tak, rozumiem, rozumiem... Ale widzi pan, doktorze, ja nie mogę kierowniczego bądź co bądź stanowiska powierzyć komuś, kogo nie poleca żadna organizacja, czy instytucja. Hm...

Murek obu rękami kurczowo uczepił się brzegu biurka:

— Jeżeli pan prezes życzy — zaczął — będę się starał wstąpić do jakiejś organizacji...

— Nie o jakąś chodzi! — przerwał prezes. — Pan przecie orjentuje się, że nie chodzi tu o byle jaką organizację, tylko o taką, której polecenie... No, i teraz wstąpić... Nie, to niemożliwe. A może pan może powołać się na jakieś wybitne osobistości?... Kto mógłby udzielić o panu referencyj?