— Pan prezydent zabronił kogokolwiek wpuszczać bez meldowania. Ja zaraz pana doktora zamelduję.
— Zwarjowałeś pan, panie Więcek? — żachnął się Murek. — Ja mam się meldować?!
— Cóż ja poradzę — rozłożył ręce — taki rozkaz.
— Ha, no to idź pan.
Więcek znikł bezszelestnie za drzwiami i po chwili wrócił:
— Pan prezydent prosi zaczekać.
— Czy tam ktoś jest?
— Nie, panie doktorze.
Murek spojrzał nań pytającym wzrokiem, lecz Więcek wbił oczy w biurko. Dwie maszynistki pod ścianą zerkały zaciekawione w stronę Murka.
Zaczął chodzić po pokoju. Minęło pięć minut, dziesięć. Czuł, że maszynistki nie spuszczają zeń oczu.