— Cóż, takich jest więcej! Różne bywają przyczyny...

— Zapewne, panie ministrze. Ale u mnie żadnych, literalnie żadnych, przyczyn nie było. Niema najmniejszej plamki na mojej przeszłości. Jeżeli zaś pan minister raczy przejrzeć moje świadectwa, przekona się pan minister, że z mojej pracy zwierzchnicy byli zawsze zadowoleni. Awansowałem szybko w każdej instytucji, a jeżeli przechodziłem z jednej do drugiej, to tylko dlatego, że w drugiej dawano mi wyższe stanowisko i szersze pole pracy.

— Wierzę chętnie.

— I proszę być pewnym, panie ministrze, że w ciągu tego roku nie zaniedbałem niczego, by zdobyć jakąkolwiek posadę bodaj najdrobniejszą. Robiłem wszystkie wysiłki.

Minister uśmiechnął się i poczęstował Murka papierosem.

— Nie wątpię, skoro potrafił pan tak obcesowo mnie zaatakować.

— Przyznaję, że to bezczelność z mojej strony. Ale musiałem wyczerpać wszelkie środki.

— A dlaczego wybrał pan właśnie mnie?

Murek nie opuścił oczu i powiedział śmiało:

— Bo znam pana ministra z jego przemówień, działalności, rozporządzeń. I uważam pana ministra za mądrego człowieka.