— Ależ pan nic nie jadł!

— Nie mogę — powiedział szczerze. — Pani powinna to zrozumieć. Nie mogę.

— Co ja narobiłam! — załamała ręce. — Proszę pana! Niech pan tego na serjo nie bierze. Ja bardzo przepraszam. Proszę mi wierzyć, że ja tylko przez życzliwość dla pana...

— Wierzę — mruknął i sięgnął po czapkę.

Mika zastąpiła mu drogę:

— Nie gniewa się pan na mnie?

— Skądże...

— Napewno nie?

— Nie, bo i za co? Mówiła pani od serca... A ja... Ja wolałbym już, żeby było bodaj i to prawdą, bylem nareszcie wiedział... Ach, żebym coś pewnego wiedział...

Chwyciła go za rękę: