— O czem pan tak się zamyślił? — zagadnęła Mika.

— Et, o niczem...

— Nie powie mi pan?...

— Panno Miko — odkaszlnął, — choćbyśmy nie wiem jak długo rozmawiali, to i tak nie porozumiemy się...

— Dlaczego? — zaprotestowała.

— A dlatego, że pani myśli innemi kategorjami, a ja innemi. Pani jest z innej gliny, a ja z innej. Oto, co! A kiedy zdarzy się, że tacy dwoje zejdą się, to w końcu okaże się, że i tak nie są dla siebie. Poprostu mówię i proszę mi tego za złe nie mieć. Sama pani wie, że inaczej tych rzeczy dzisiaj już sądzić nie mogę.

— To jest nieprawda! — powiedziała z przekonaniem.

— Na własnej skórze ją poznałem, tę nieprawdę — zaśmiał się ironicznie.

— Popierwsze, wszyscy ludzie są z jednej gliny. A podrugie, są źli i dobrzy. Że pan doznał bolesnego zawodu, to jeszcze nie racja, nie racja dla człowieka rozumnego, by wszystkich taką miarą sądzić. Jedno doświadczenie nie mówi o wszystkiem.

— Zawiele sił trzebaby mieć na powtórki. A i życia nie starczyłoby. Nie, panno Miko. Otwarcie pani mówię, że lubię i ja panią. Okazała mi pani wiele życzliwości, ale niechże to będzie dosyć. I tak oboje będziem myśleli o sobie wzajemnie jak najlepiej. Byłoby może inaczej, gdybym ja panią, a pani mnie naprawdę poznała.