— A kto tam? — rozległ się zwewnątrz spokojny męski głos.
— Z magla, po koszyk — odpowiedziała Kosicka.
Drzwi otworzyły się i znaleźli się w małej kuchence. Przy płycie wysoka chuda dziewczyna gotowała coś w dużym garnku. Dwoje małych dzieci bawiło się na podłodze. Mężczyzna, który drzwi otworzył, niski, krępy szatyn o małych, przenikliwych oczach, zlustrował Murka krótkiem spojrzeniem i kiwnął głową, by weszli do sąsiedniego pokoju. Tu wyciągnął do Murka szeroką rękę i powiedział:
— Witajcie, towarzyszu!
Rękę miał twardą, spracowaną, a głos ciężki, niski. Mógł mieć pięćdziesiątkę. Od pierwszego wejrzenia wzbudził w Murku zaufanie i estymę. Wyglądał na człowieka silnej woli, bezwzględnego i nawskroś porządnego.
W pokoju stało szerokie łóżko, szafa, wózek dziecinny i kilka wiedeńskich krzeseł. Okna były szczelnie zasłonięte.
— Siadajcie — gospodarz podsunął im krzesła i zwrócił się do Murka: — Towarzyszka Kosicka opowiadała o was. Wyście byli pod Majdanowem?
— Byłem.
— I chcecie z nami pracować?
— Tak myślę — po chwili wahania odpowiedział Murek.