— Daję panu słowo! Czyż pan jest o sobie tak złego zdania, że rozmowa z panem, to przykrość?

— Jestem takiego zdania.

— Więc bardzo się pan myli.

— Niechże się pani nie wysila — spojrzał na nią z nieukrywanem lekceważeniem. — Tu nie dancing, a ja nie hrabia, ani inny maglarz, tylko zwykły pisarz warsztatowy.

— Głupi pan jest — rzuciła niecierpliwie.

— Dziękuję za szczerość.

— A właśnie, że szczerość, bo przyjemnie mi z panem rozmawiać. Ja też, proszę pana pochodzę z inteligencji i wolę gadać z panem, niż z innym.

— Niech pani sobie tem nie zawraca głowy — powiedział obojętnie, chociaż czuł, że rozdrażni ją tem jeszcze bardziej. Zły był na nią.

Chciała mu coś odpowiedzieć, lecz zapukano do drzwi. Murek przekręcił klucz w zamku i odciągnął grubą zasuwę. Był to pan Piekutowski. Rozejrzał się spokojnie, burknął „Dobry wieczór” i poszedł do kuchni umyć ręce.

Murek zauważył, że przyjście Piekutowskiego speszyło Arletkę. Zaczęła nucić jakąś piosenkę i przekładać fatałaszki w swojej walizce.