I odrazu odeszła go ochota działania. Bo i dla kogo?... Dla tłumu, złożonego z takich Żurków i z takich Karolek?... I poco?... By do władzy w partji doszli inni złodzieje i spryciarze?...

— Niema głupich!

Jednak w kieszeni tkwiła niepokojąca koperta z cenną zawartością. Co z tem zrobić?... Miałby ochotę podpalić lont i zniszczyć wszystko. Uwolniłby się od kłopotu i łamania głowy. Ale zniszczyć coś, co przedstawiało tak wielką wartość?... Nie, do tego poprostu nie był zdolny, on, Franciszek Murek, który nigdy w życiu grosza jednego bez namysłu nie wydał, który podnosił i chował guzik, znaleziony na ulicy.

Więc może zanieść to do policji?... Przysłużyć się państwu, spełnić obowiązek obywatela i patrjoty?

Roześmiał się na tę myśl. Za to wszystko, czego doznał od państwa, za tyle dobrodziejstw, któremi obdarowała go ukochana ojczyzna, nie ruszyłby nawet palcem. A zresztą wiedział, czemby się to skończyło: wsadziliby go do więzienia.

— Zatem — zastanowił się, — czem właściwie jestem i dla kogo żyję? I poco żyję?

Czuł nieznośny zamęt w głowie. Nie myśleć, o niczem nie myśleć!... Na pierwszej większej stacji poszedł do bufetu i wypił kilka większych wódek. Zasypiając w wagonie przypomniał sobie owego inżyniera, z którym kiedyś dysputował w domu noclegowym. Inżynier, wstrętny łach ludzki... Ale miał dużo... dużo racji. I co on przepowiedział Murkowi? Aha, że też będzie żył od jednego łyku wódki do drugiego, że też zeszmacieje... A niechby... niechby!...

Obudził się, bo go ktoś potrząsał za ramię. Zerwał się na równe nogi.

— Już Warszawa — mówił konduktor. — Proszę wysiadać. Zaspał pan.

Peron był już pusty. Pasażerowie musieli dawno wyjść z dworca. Jeżeli czekał tu na Murka ktokolwiek z partji, też zapewne odszedł. W każdym razie trzymanie w kieszeni planów nie byłoby rozsądnie. Murek przypomniał sobie już dawniej znalezioną kryjówkę na Czerniakowie w składzie drzewa, gdzie kiedyś pracował. Wsiadł w tramwaj i pojechał. Na placu obok składu drzewa stały resztki fundamentów po spalonym domu. Odgarnąwszy gruz w jamie otworzył zardzewiałe drzwiczki od pieca, który kiedyś służył pewno do ogrzewania suteryny. Nieraz przechowywał tu pieniądze i różne drobne przedmioty. Teraz wsunął tam szarą kopertę, piec zamknął i zasypał gruzem spowrotem. W godzinę później stawił się u towarzysza Kudełki i zażądał kontaktu z Bigelsteinem.