— Masz spluwę? — zapytał Majster.
— Mam — sięgnął do kieszeni Murek.
— No, to klawo. Pójdziesz z nami?
— Pójdę — ponuro odpowiedział Murek.
— No, to o dziewiątej na rogu Skolimowskiej — Piekutowski spojrzał na zegarek — za pół godziny. A tu masz maskę.
W pokoju Koziołkowa z Idalką szeptały o czemś z Arletką, gdy jednak tamci wyszli, cofnęły się do kuchni, Arletka zaś zamknęła za niemi drzwi i zarzuciła Murkowi ręce na szyję:
— Zgodziłeś się?... — zapytała — Pójdziesz?
— Pójdę — odpowiedział twardo i uwolnił się od jej rąk.
— Zobaczysz jacy będziemy szczęśliwi — przysiadła obok niego na łóżku i szeptała najczulsze słowa, usiłując dodać mu otuchy.
Murek siedział jak skamieniały, potem wyjął rewolwer, obejrzał ładunki, przełożył maskę do prawej kieszeni i wstał.