— No, nareszcie pan się zjawił. Czy to ładnie tak zapominać o moim domu?... Jak niema naszej przynęty, to już stara babcia nie liczy się?...
— Skądże, proszę szanownej pani... Nie śmiałem narzucać się...
— Pan jest tu zawsze mile widziany. Nawet już wobec pana nie przestrzegamy przyjętych form. Widzi pan, mój syn jest w szlafroku. Bądź, Staszku, tak dobry i włóż marynarkę. Nie uznaję negliżu w salonie.
Mówiła z uśmiechem, lecz wyraz jej oczu był rozkazujący.
Pan Horzeński skrzywił się i powiedział:
— Pan Murek już właśnie żegnał się...
— Rzeczywiście śpieszę, proszę szanownej pani.
— To trudno. Ja mam swoje prawa, mój panie Franciszku — wzięła go pod rękę staruszka. — Pogawędzimy sobie. Proszę siadać. Staszku, bądź tak miły i zadzwoń na służbę. Napiję sę z panem Franciszkiem kawy.
— Serdecznie dziękuję — bąknął. — Ale...
— To dla mnie wielka uroczystość — przerwała. — Kawa mi, niestety, szkodzi. Zatem nie odmówi mi pan towarzystwa. Stęskniłam się za młodością. Oni tu wszyscy tacy starzy. Cóż, miał pan jakieś wiadomości od narzeczonej?