— U pana prezydenta — zaczął żartobliwie Murek — zawsze jasno, jak w sali operacyjnej.
Niewiarowicz zerknął nań spod grzebieniowatych czarnych brwi, chrząknął i lewą ręką pomacał się po gładko wygolonym podbródku. Jak po każdem przyjęciu, miał trochę zaczerwieniony nos i jeszcze puszystszą strzechę siwych włosów.
— Jakże się odbył bankiet? — zapytał Murek.
Spodziewał się barwnego i dowcipnego sprawozdania, paru złośliwości pod adresem starosty i generała Zagajskiego, no, i dokładnego rejestru potraw.
Niewiarowicz jednak mruknął niechętnie:
— Tak sobie.
— Wojewody nie było?
— Był.
— Miał przecież wizytować błotowicki powiat?
Niewiarowicz wzruszył ramionami i nic nie odpowiedział. To już zastanowiło Murka: